Forum EzoTerra Strona Główna
otwarta społeczność ezoteryczna
 
Profil   Rejestracja   Użytkownicy   Grupy   FAQ   Szukaj  Zaloguj

"Czasowy" dowód na istnienie Boga

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum EzoTerra Strona Główna -> Filozofie Zachodu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Michał80



Dołączył: 28 Sie 2008
Posty: 6
Skąd: Warszawa

Post Temat postu: "Czasowy" dowód na istnienie Boga Odpowiedz z cytatem

Przeprowadzając ów dowód rozpocznijmy od postawienia pytania równie dziwnie brzmiącego co intrygującego (przy głębszym zastanowieniu) :

Ile czasu trwa teraźniejszość ?

Możecie Państwo sami to teraz sprawdzić, lub od razu przejść do czytania dalszej części tekstu.

Osobiście znam dwa podejścia do rozwiązania tego pytania – jedno z samoobserwacji (czasem na przekór współczesnym naukowcom lubię nazywać to badanie własnego wnętrza empirią wewnętrzną), drugie – filozoficzno-logiczne.

Zacznę od drugiego. Ma to związek ze znanymi (przynajmniej adeptom filozofii) paradoksami przemiany autorstwa Zenona z Elei...Czy Achilles może prześcignąć żółwia ? (znacie ?) Nie będę się wgłębiał akurat w te przypadki (można na pewno znaleźć o tym choćby w internecie), ale co do kwestii czasu...to powiedzmy, że ktoś odpowie : „Sprawdziłem. Teraźniejszość wg mnie trwa ok. 1 sekundy” albo ktoś inny powie „To są ułamki sekund.”
Ale czy przypadkiem nie można odpowiedzieć temu komuś pytaniem „Ale ile trwała ta sekunda / te ułamki sekund ? ” – czyli postawić twierdzenie, iż chwila, którą ów ktoś uważał za „teraz” była w rzeczywistości odcinkiem czasu, z którego można „wyłowić” jakieś mniejsze „teraz”. I tak na logikę i zupełnie wyobrażeniowo – to w każdym odcinku czasu (choćby to było 0.000000000001 ms) można znaleźć mniejsze teraz.

Przechodząc od drugiego do pierwszego podejścia, okazuje się to wszystko kwestią zdolności mentalnej, wrażliwości umysłu. Osobiście zawsze kiedy próbuję skoncentrować się na teraźniejszości, w sensie – pochwycić ją – nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż trwa ona 0 (słownie : zero) sekund (!). Dopiero kiedy skoncentruję się na teraźniejszości jako trwającej – czas „zaczyna” płynąć, teraźniejszość trwa i okazuje się, że trwa ona dopóki nie zrezygnuję czyli np. 3 minuty – czyli trwa konkretną wielkość czasową. Teraźniejszość trwająca 0 sekund rozciąga się do kilku konkretnych minut.

Bardzo prosiłbym, każdego zainteresowanego tym tematem czytelnika o sprawdzenie tego na sobie. Kwestia tym ważniejsza, że owo przedstawione wyżej rozumowanie stanowi podstawę dowodu, który tu wkrótce przedstawię.

Wstępna teza brzmi : Teraźniejszość nie trwa ani chwili.

Jesteśmy zatem w posiadaniu teraźniejszości, która trwa zero (0) (nie ważne w sumie czy sekund czy milisekund czy jakiejkolwiek innej miary czasu). A jednocześnie z doświadczenia wiemy, iż mamy owego czasu jedno (1) trwanie.

Przedstawmy to geometrycznie. Dla oznaczeniu obu tych faktów użyjmy znanych już ze szkoły podstawowej pojęć odcinka i prostej. Teraźniejszość okazuje się tu brakiem odcinka lub prostej (ze względu na swoją zerową wielkość), a trwanie jest albo odcinkiem (hipoteza skończoności wszechświata) albo prostą (hipoteza o nieskończoności (i względnie : cykliczności) wszechświata).



Jednak jeśli teraźniejszość nie jest odcinkiem (trwa 0) a czas jest trwaniem teraźniejszości, to cały czas nie może być podzielny lub ew. można go dowolnie (mentalnie, zegarowo czy na papierze) dzielić w nieskończoność – a zatem symbolizować go powinna prosta.
Innymi słowy : Jeśli teraźniejszość trwa zero (0), a czas jednak trwa, to mimo wszystko nie możemy go podzielić na odcinki (czyli otrzymujemy prostą nieskończoną) albo możemy podzielić go na nieskończenie wiele odcinków (znów prosta nieskończona).

W moim prywatnym doświadczeniu jest to tak, jakby zrobić „stop”, „zero” a potem pod wpływem upływu czasu „wylecieć” w nieskończoność.

Wniosek jest następujący : CZAS JEST NIESKOŃCZONY.

Zatem - czas jest niepodzielny (nie składa się z odcinków) i nieskończoność jest niepodzielna.
Nieskończoności nie można podzielić przez żadną liczbę lub można ją dzielić na pojedyncze liczby składowe w nieskończoność. Otrzymujemy symboliczną linię prostą bez początku i bez końca.


Tak jak mamy jedną nieskończoność (jeden zbiór liczb np. rzeczywistych) tak mamy jedno trwanie. Tak jak nieskończoność nie jest faktycznie żadnym konkretnym zbiorem liczb, ale zbiorem liczb wszystkich – tak my – możemy się włączyć w doświadczanie teraźniejszości np. na 60 konkretnych minut (3600 sekund) a po zaprzestaniu rachuby, liczby wracają do zbioru, rozpływają się w nim, a nieskończoność pozostaje nieskończonością. Zero jest początkiem, nieskończoność jest bezkresnym końcem. Ujmijmy to tak : w nieskończenie trwającym czasie możemy zacząć go odmierzać w pewnej chwili (0) aż do miliona. Potem liczby wracają do zbioru liczb nieskończonych a czas trwa dalej. Zero zawsze będzie początkiem gdzieś w nieskończonym czasie, bo jeśli czas ma być reprezentowany przez nieskończony ciąg arytmetyczny to nie ma on przecież początku. Zatem arytmetyczny początek „zero” będzie zawsze wyjętą, skonkretyzowaną cyfrą ustanowioną gdzieś w nieskończonym czasie a koniec będzie jakąś inną konkretną liczbą, która nie kończy ciągu, a wszystkie te liczby rozpływają się potem w ciągu nieskończonym.

Przejdźmy teraz do meritum.

Określiłem jeden fakt : teraźniejszość, która trwa zero sekund zawiera się w nieskończonym trwaniu czasu.

Powstaje tu bardzo ważne, kluczowe pytanie :

CZY MY DOŚWIADCZAMY CZASU ?

Odpowiedź jest tyle oczywista, co nieoczywiste acz moim zdaniem prawdziwe jest wyjaśnienie tego faktu – tak, doświadczamy. Tylko czy (zakładając twierdzenia takie jak brak duszy albo świat składający się wyłącznie z materii fizycznej) skończona istota – człowiek (wynik stosunku płciowego zamieniający się po pewnym odcinku (!) czasu w proch i pył) może doświadczać nieskończoności ? A jeśli może to po co jej to ? A jeśli czas jest nieskończony, to chyba raczej i wszechświat w taki czy inny sposób powinien być nieskończony ? (czas to ruch, ruch to życie).
I jeszcze jedna kwestia : o ile wydaje mi się w własnego doświadczenia, to czasu nie doświadczamy fizycznymi zmysłami ale umysłem / świadomością.

Skończone nie może doświadczać nieskończonego.

Pozwolę tu sobie powrócić do początku tego tekstu, a konkretnie do naszego sposobu doświadczania czasu. Odczuwamy czas jako ciągły, nie odczuwamy w nim przerw. Z kolei argumentację, że składa się on z przedziałów podprogowych należy wykluczyć, ze względu na dowód, iż czasu nie można podzielić na odcinki (lub teoretycznie dzielić go można i tak otrzymując nieskończoność). I co otrzymujemy ? Czym można doświadczać nieskończonej ciągłości ?

Jeśli interesują się Państwo duchowością i ezoteryką to z pewnością zetknęliście się z pojęciami czystej świadomości lub świadomości jedynej (filozofia zachodu), przejrzystego światła (buddyzm), brahma-jyoti (hinduizm), światłości wiekuistej (chrześcijaństwo). Pojęciami reprezentującymi jednolite, monolite, zjednoczone i nieskończone pole – poziom światłości najwyższej, będącej aspektem Absolutu czyli tego co (przepraszam za określenie) potocznie nazywamy Bogiem (buddyści Buddą, hindusi Brahmanem). Sferą, która zawiera w sobie dusze (atmy) zjednoczone z ich świadomością („JA JESTEM”, „TO JEST”, „JESTEM, KTÓRY JESTEM”).

To oczywiście jest bardzo, bardzo skrócona wersja tego co można powiedzieć o Absolucie.
Nie chcę tu po prostu powielać tego, co napisane jest wielu książkach i księgach na ten temat.
Zasadniczo, chodzi mi tu o wykazanie, że aby doświadczyć nieskończonego czasu, coś w nas musi być również nieskończone, tym bardziej, że nieskończoność czasu implikuje w sposób silny przesłankę o nieskończoności tego co się w czasie ściśle zawiera – czyli wszechświata.
_________________
Michał80
Czw Lis 27, 2008 9:22 am
Powrót do góry
Michał80 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Obserwator



Dołączył: 17 Sie 2008
Posty: 49
Skąd: Z kontowni

Post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hmm. Dawno nie widziałem tak interesującej teorii. Możesz ze mną zagadać na gg?
Pią Lis 28, 2008 6:52 pm
Powrót do góry
Obserwator Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Michał80



Dołączył: 28 Sie 2008
Posty: 6
Skąd: Warszawa

Post Temat postu: odpowiedź Odpowiedz z cytatem

Przykro mi, Obserwatorze, ale nie mam tymczasowo stałego dostępu do netu, co mam nadzieję wkrótce się zmieni. Swój tekst pisałem w domu a dopiero na kompie z dostępem do netu wkleiłem. Tutaj nie ma nawet g-g i to nie mój komputer. W celu wymiany zdań i myśli nieśmiało proponuję e-mail, ale jeśli nie ma aż takiej potrzeby lub jest to nazbyt męczące to nie ma sprawy. Pozdrawiam

P.S.

Byłem na waszej stronie ezo...fajna i jest co poczytać...będę odwiedzał...
_________________
Michał80
Pon Gru 01, 2008 1:40 pm
Powrót do góry
Michał80 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
majsterkowicz



Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 1

Post Temat postu: Ile trwa teraźniejszość ? Odpowiedz z cytatem

Może trzeba na to spojrzeć z innej perspektywy.
Załóżmy, że nasz umysł jest igłą gramofonu, płyta do owego gramofonu jest zapisana nieskończonymi możliwościami rzeczywistości. Odczyt z tej płyty jest nieskończenie szybki.
Niektórzy twierdzą, że każdy człowiek potrafi widzieć podświadomie bliską przyszłość.
Więc teraźniejszść może można po prostu zdefiniować jako moment odczytania przez igłę rzeczywistości plus podświadomie jakiś odcinek bliskiej przyszłości.
Ten odczyt niedalekiej przyszłości jest może potrzebny jako bufor, żeby się nie zaciąć Smile
pozdrawiam
Nie Cze 14, 2009 8:16 pm
Powrót do góry
majsterkowicz Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mormo



Dołączył: 06 Maj 2009
Posty: 75

Post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

"Paradoks omnipotencji (paradoks wszechmocy) to paradoks wynikający z próby zastosowania prostych zasad logiki do pojęcia bytu wszechmocnego. Jak dotychczas, próby te nie mają charakteru ściśle naukowego.

Paradoks ten pojawia się przy rozstrzyganiu, czy byt wszechmogący jest lub nie jest w stanie ograniczyć swoją własną wszechmoc. Zarówno w przypadku odpowiedzi "tak" lub "nie" pojawia się sprzeczność.

Jak dotychczas najbardziej sensowna odpowiedź opiera się o podstawowe prawa logiki. Nie jest możliwe, aby ktoś jednocześnie "mógł" i "nie mógł". Dlatego też zdanie formułujące ten paradoks ma wartość logiczną 0 i niczym nie różni się od sformułowania "Kiedy niebieski słoń tańczy to nie tańczy"; jest zatem bezwartościowe. Dalsze rozwinięcie paradoksu, wedle którego Byt Wszechmogący może działać poza logiką również jest wytłumaczone w podobny sposób. Jeśli logika (podobnie jak intelekt, albo sprawiedliwość) jest przymiotem podstawowym Boga, zatem jest częścią Jego istoty, a zatem nie została stworzona lecz istnieje jako prawo odwieczne. Stąd wyciągamy wniosek, iż Bóg "nie może" działać wbrew logice, gdyż wtedy zadziałałby wbrew Sobie. Podobnie tłumaczyć można to, że Bóg nie karze piorunami z niebios każdego objawu zła - byłoby to wbrew temu że Bóg jest Miłością (tak jak jest Logiką); nie inaczej jest z problemem teologicznym "Dlaczego Bóg nie zniszczy całego zła od razu" - byłoby to zaprzeczeniem wolności jaką dał ludziom jako podstawowy element istnienia.

Od czasu wieków średnich filozofowie formułowali ten paradoks na wiele różnych sposobów, spośród których najbardziej klasycznym jest:

Czy byt wszechmogący mógłby stworzyć kamień tak ciężki, że nawet on sam nie mógłby go podnieść?

Pomimo pewnych wad, powyższe zapytanie jest najbardziej znaną, i najczęściej analizowaną formą tego paradoksu.

Niektórzy filozofowie twierdzą, że paradoks omnipotencji jest dowodem na niemożliwość istnienia takiej istoty. Inni natomiast, że ten paradoks powstał jedynie z niezrozumienia lub złego opisu pojęcia omnipotencji. Co więcej, niektórzy filozofowie uznali, że założenie, że dana istota jest albo wszechmocna, albo nie, czyni dylemat fałszywym, jako że nie dopuszcza możliwości istnienia różnych stopni omnipotencji.

Definicja wszechmocy jest różna zarówno pośród ludzi różnych kultur i religii, jak i pośród poszczególnych filozofów. Najpowszechniejszą definicją jest "mający wszelką moc", jednak w takiej formie jest niewystarczająca dla rozwiązania paradoksu omnipotencji. Paradoks ten nie ma racji bytu, na przykład, jeśli omnipotencja jest definiowana jako zdolność działania ponad ograniczeniami pewnej logicznej struktury. Nowoczesne podejścia do tego problemu zaangażowały semantykę, sprawdzając, czy język - a wraz z nim także i filozofia - sam jest w stanie ważnie przedstawić pojęcie omnipotencji."
Pon Cze 15, 2009 9:06 pm
Powrót do góry
Mormo Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Michał80



Dołączył: 28 Sie 2008
Posty: 6
Skąd: Warszawa

Post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Moim zdaniem nie mamy tu do czynienia z paradoksem omnipotencji. Jak mniemam problem, który dostrzegasz w przedstawionym dowodzie opiera się na opisie sytuacji, w której teraźniejszość trwa zero (sekund) a jednocześnie trwa, że dochodzimy tu do sytuacji, w której czas trwa i nie trwa zarazem i jest to sprzeczne z logiką.
Po pierwsze więc poprosiłbym Cię, o skonfrontowanie swego doznania momentu >>teraz<< z przedstawionym twierdzeniem. Czy Twoim zdaniem teraz trwa jakiś okres czasu, czy też jedno >>teraz<< trwa zero (sekund) ? Bo jeśli dochodzisz tak jak ja, do wniosku, że nie trwa ono ani chwili to musisz to jakoś pogodzić z faktem, że jednocześnie czas płynie.
Ale już spieszę z wyjaśnieniem tego problemu na gruncie logiki. Czasu nie widać, prawda ? Może trudno to sobie wyobrazić, ale przestrzeni też byśmy nie widzieli, gdyby nie przedmioty wokół nas. Gdyby wszystkie one zniknęły nie doświadczalibyśmy przestrzenności (perspektywy). Otóż moim zdaniem czas (i przestrzeń) są NIEBYTEM. Poprzez 0 oznaczamy nic. Teraźniejszość trwa zero (sekund).

Wnioskowanie jest następujące :

Czy "nic" może się zacząć (pojawić) ? Nie. Nie ma CO się zacząć. Nie ma CO się pojawić. (Nic nie wymaga aktu kreacji, prawda ?)
Czy "nic" może się skończyć (zniknąć) ? Nie. Nie ma CO się skończyć. Nie ma CO zniknąć. (Nie może być mniej niż nic, prawda ?)

Wniosek : Zero(owość) dokonuje ekspansji w nieskończoność.
inf.<----- 0 -----> inf.

Jeśli NIC (0) nie może się ani rozpocząć ani skończyć to nie ma początku ani końca i jest nieskończone.

Dlatego właśnie "teraz", którego doświadczamy nie trwa ani jednej sekundy - trwa 0 sekund - a jednocześnie nieustannie TRWA.

Dalej - jak w dowodzie. Jeśli czas jest nieskończony a my doświadczamy nieskończoności to nosimy w sobie pierwiastek nieskończoności. A dalej...to już odsyłam do świętych ksiąg tego świata.

Podrawiam Wink
_________________
Michał80
Sob Paź 10, 2009 1:53 am
Powrót do góry
Michał80 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jasnosc



Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 10

Post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rozumowanie Michała jest bardzo racjonalne. Jednak czasami problem z interpretacją wynika z nieodpowiednio użytego słownictwa, tutaj może rodzic się początek konfliktu.
Pon Lut 01, 2010 12:56 pm
Powrót do góry
Jasnosc Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Michał80



Dołączył: 28 Sie 2008
Posty: 6
Skąd: Warszawa

Post Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Chciałbym poruszyć jeszcze dwie kwestie.Po pierwsze odnieść się bezpośrednio do paradoksu omnipotencji, a po drugie nawiązać raz jeszcze do samego dowodu.

Czy Byt wszechmogący mógłby stworzyć kamień tak ciężki, że nawet on sam nie byłby w stanie go podnieść ?

A czy zakładając, że ów Byt jest wszechmogący nie wystarczy, że stworzyć on może kamień dowolnej ciężkości i zawsze może go podnieść ?
Pytanie to bowiem zakłada, że istnieje jakaś masa, która przekracza możliwości Bytu wszechmogącego, a to już samo w sobie wyklucza omnipotencję.
I myślę, że błąd logiczny tego pytania tkwi właśnie w tym założeniu. Najpierw zakładamy istnienie Bytu wszechmogącego, potem zakładamy jednocześnie niemoc tego bytu (istnieje taka masa, która przekracza jego możliwości) by w końcu sformułować pytanie oparte na tej sprzeczności mające rozstrzygnąć tę kwestię, a rozstrzygnąć jej się nie da (sprzeczne założenia).
Pytanie to jest ciekawe ze względu na kwestie logiczne właśnie, ale wydaje mi się, że ma się nijak do rzeczywistości.

Po pierwsze uważam, że nie istnieje żaden Bóg-osoba, ale nieosobowy absolut. Nie ma żadnego "szalonego" Boga, który robiłby co chciał i kiedy mu się podoba i ile by chciał. Istnieje prawo, czasowy i przestrzenny porządek rzeczy, istnieją wysiłek i praca, istnieje oczekiwanie i spodziewanie się, istnieją czyny i proporcjonalne do nich owoce czynów.

Po drugie w zagadce tej wszechmoc rozumiana jest wręcz obłędnie. Rozumiana jest jako możliwość uczynienia dosłownie wszystkiego, na wszelką skalę, gdziekolwiek, kiedykolwiek i w jakichkolwiek warunkach, wbrew prawu i logice a nawet jako zakwestionowanie samej siebie.
Czegoś takiego nie ma. Tak zwaną wszechmoc należy, uważam, rozumieć właśnie POTENCJALNIE. A nadto, jak wspomniałem wyżej, jako coś co nie wykracza poza ramy prawa i logiki. Wszechmoc owszem oznacza możliwość uczynienia wszystkiego i na wszelką skalę ale nie wbrew regułom pewnego absolutnie naddanego układu odniesienia (np. różowe, kwadratowe słonie albo robienie się ciemno kiedy wschodzi słońce).
Potencjalność wszechmocy mógłbym zobrazować tak : Absolut jest psychomaterialnym polem, które rozciąga się przestrzennie we wszystkie strony w nieskończoność i polem wiecznym. Jest on także źródłem mocy. Im więcej zogniskujemy tego pola na danym fragmencie świata (sile fizycznej, kontemplacji czy intelekcie lub intuicji), tym więcej mocy przez ten fragment przepłynie. Potencjał jest więc nieskończony. Ale nigdy nie możemy zogniskować całego Absolutu. Coś jak z rozwojem (ewolucją czy raczej inwolucją), który nie ma końca. Coś jak z wchodzeniem w nirvanę - kiedy osiągamy pełną świadomość Absolutu, osiągamy pełną nieświadomość. Następuje wygaśnięcie, nieprzytomność.



Druga sprawa, którą chciałem poruszyć, tyczy się na powrót przedstawionego powyżej dowodu. Uświadomiłem sobie ostatnio jedną rzecz, która wydaje mi się nawet bardziej oczywista niż argumentacja przedstawiona pierwotnie. Pierwszy argument, choć podtrzymuję tezę o jego prawdziwości, mówił o tym, że skoro doświadczamy nieskończonego czasu i nieskończonej przestrzeni, to byc mieć możność ich doświadczania sami musimy być w jakiś sposób nieskończeni. Natomiast dotarło do mnie ostatnio coś jeszcze innego. Jeśliby czas i przestrzeń (czasoprzestrzeń) uznać za niebyt to są one synonimem śmierci. Wszędzie i zawsze znajduje się śmierć. Każde miejsce i każdy moment wszechbytu naznaczony jest nią. Gdyby nie było jakiegoś nieskończonego Bytu (przeciwstawnego nieskończonemu Niebytowi), nic nie ostałoby się nawet przez chwilę. Wszechobecna i wieczna czeluść nie pozwalałaby przejawić się jakiemukolwiek bytowi. Zabiłaby go zanim by się pojawił (że posłużę się nieco nielogicznym ale nośnym sformułowaniem).

Wątek ten jest u mnie jeszcze w fazie rozważań, ale postanowiłem o nim wspomnieć. Może ktoś dopisze coś ważnego czy interesującego.

I miałbym jeszcze jedno pytanie do forumowiczów. Może ktoś umie uzasadnić, dlaczego samo pojęcie nieskończoności (występujące jak najbardziej w matematyce a nawet fizyce) nie może być dowodem na istnienie absolutu czy jakiegoś Ducha, który jest transcendentalny względem świata doczesnego ? Co stoi na przeszkodzie ?
Od siebie dodam tylko, że kiedy rozważam pojęcie nieskończoności, nie mogę oprzeć się wrażeniu czegoś "ponad" czy "poza", czegoś boskiego...

Pozdrawiam Wink
_________________
Michał80
Sro Maj 12, 2010 2:53 am
Powrót do góry
Michał80 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum EzoTerra Strona Główna -> Filozofie Zachodu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


kontakt z administracją
EzoTerra layout © Mruqe 2007
Based on MSSimplicity theme © Matt Sims 2004
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group